Po teletubisiach mediami zawładnęła kolejna informacja wagi państwowej. Propozycja nowego wykazu lektur obowiązkowych wymknęła się niepostrzeżenie z zacisza gabinetu ministerialnego i w pełnym blasku zajaśniała na forum publicznym. Na uczniów (ach, jak oni lubią czytać lektury!) i na profesorów (wykształconych na zupełnie innych lekturach) padł blady strach.
A ja tego klargotu zupełnie nie rozumiem.
Po pierwsze, lista jeszcze nie jest zatwierdzona. Jest wewnętrznym, roboczym dokumentem.
Po drugie, jeśli zostanie zaakceptowana, to stanowić będzie wyłącznie wykaz lektur obowiązkowych.
Po trzecie, profesorowie mają do wykorzystania kategorię lektur pod nazwą “LEKTURY NADOBOWIĄZKOWE” i w tej kategorii mogą umieścić wszystko, co uznają za stosowne dla spragnionych czytania lektur licealistów.
Mój polonista twierdził, że jak ktoś chce “zamordować” dobrą książkę, niech ją nazwie lekturą.
Mimo to uważam, że dobrze jest odświeżyć wykaz lektur o kolejne, do tej pory omijane pozycje. Nikt tych zdjętych z wykazu nie będzie palił na stosach. Nadal będą dostępne i nadal mogą być omawiane na lekcjach języka polskiego.
Bardzo cenię Dobraczyńskiego za jego twórczość. Szczególnie polecam “Listy Nikodema”.


Zostaw komentarz