Stało się. Wybory sprzed miesiąca doprowadziły do sytuacji dramatycznej dla wszystkich, którym droga była idea suwerennej Polski, odkłamanej historii i powrotu do prawdy. Tymczasem społeczeństwo zdecydowało o kierunku jaki obierze polska polityka w ciągu najbliższych kilku lat. Rezultat tego katastrofalnego w skutkach wyboru można podsumować krótko: władza w dużym europejskim państwie przeszła w ręce motłochu, męty dorwały się do rządów.
Donald Tusk i jego kliko-klaka odnieśli spektakularny sukces dzięki serii nieczystych zagrywek, chwytów propagandowych i trików specjalistów od medialnego wizerunku. O przyczynach porażki PISu napisano już wiele, poza tym jak mawiał Adam Asnyk „daremne żale, próżny trud, bezsilne złorzeczenia; przeżytych kształtów żaden cud nie wróci do istnienia.” Dlatego też warto spojrzeć w przyszłość i nie bez nuty ironii zastanowić się co nas czeka pod rządami koalicji PO-PSL.
Jednak na wstępie zbrodnią byłoby pominięcie pewnych faktów. Niezwykle trafna jest analogia do wydarzeń z czerwca 1992 roku, kiedy to po publikacji listy agentów, opracowanej przez Antoniego Macierewicza doszło do swoistego zamachu stanu, popularnie nazywanego nocną zmianą. Dziś aktorzy są dokładnie ci sami. Macierewicz odwołany ze stanowiska w pierwszej kolejności, Pawlak w roli premiera, Tusk który wciąż liczy głosy, a także Stefan Niesiołowski i niezawodny Lech Wałęsa. Ten ostatni znów wpadł w furię na wieść o książce jaką przygotowuje na temat jego agenturalnej przeszłości dwóch historyków z IPN. Strach przed prawdą jest tak silny, że pojawiają się już groźby pod adresem autorów i w związku z tym warto się zastanowić kto tak naprawdę w Polsce posługuje się metodami Putina…
Inną sprawą jest obsada stanowisk. Słowo „obsada” brzmi tu jak eufemizm, gdyż ruchy kadrowe to jaskrawa forma politycznego jarmarku a raczej prymitywnego handlu wymiennego. Widać wyraźnie, że stanowiska są rozdzielane wg handlowego klucza. I tak Sikorski w nagrodę za zdradzenie towarzyszy z PIS otrzymał MSZ, Bartoszewski za opluwanie Kaczyńskiego i za nazwanie jego elektoratu „bydłem” (!) stał się podsekretarzem stanu, Ćwiąkalski to zapłata dla za poparcie inteligentów, a teka ministra odpowiedzialnego za MSWiA jest nagrodą za wierną współpracę dla Grzegorza Schetyny – pretorianina z dworu Donalda Tuska.
Majstersztykiem jest stanowisko ministra gospodarki dla Waldemara Pawlaka. Ciekawe, że PO, która gospodarkę uznawała za swoją wyłączną domenę i punkt sztandarowy programu (jeżeli takowy kiedykolwiek istniał), oddaje ten resort ludowcowi; zakrawa to na kpinę. Przy okazji Bogdan Zdrojewski jako minister kultury przypomina komandosa ubranego w strój baletnicy, podczas gdy Marek Sawicki w roli ministra rolnictwa nasuwa na myśl pilota paralotni zasiadającego za sterami F-16. Słowem – tragifarsa.
Nie jest mi jednak do śmiechu, bowiem powyższe osobistości przejmują właśnie odpowiedzialność za nasz kraj. Oznacza to w skrócie klęskę marzeń o Polsce, która ma być Polską. Nie przez przypadek wynik wyborów uradował eurokratów i prezydenta Rosji. Oni wiedzą, z czego się cieszą. Sympatyczny kaszub o niemieckich korzeniach, z wydanym przez siebie niemieckojęzycznym albumem o Gdańsku z przodkami zasłużonymi dla III Rzeszy, z zapleczem wolnomularskim w partii i z długami do spłacenia będzie dobrym ich wspólnikiem. Czeka nas zatem przyjęcie Traktatu Reformującego, powrót na kolana w kontaktach z Moskwą i niejasna polityka atlantycka.
Bartoszewski z kolei ma zadbać o dobre relacje z Niemcami, czyli w języku potocznym ubranie polskiej polityki zagranicznej w strój kukły kiwającej potwierdzająco głową. Tym samym należy się spodziewać licznych wizyt przeróżnych skrzywdzonych wypędzonych Niemców oraz ubogich Żydów, domagających się zwrotu ich mienia. Wszakże wg Bartoszewskiego Polska jest winna wielu straszliwych zbrodni więc powinna za nie zapłacić. Natomiast Radosław Sikorski to ukłon w stronę neokonserwatystów i syjonistów amerykańskich. Zatem trudno brać na poważnie straszenie wycofaniem polskich żołnierzy z Iraku, czy odrzuceniem tarczy antyrakietowej. Cóż, papier przyjmie wszystko, ale rzeczywistość jest nieco bardziej skomplikowana.
Pozostaje jeszcze kwestia cudu. Wszak to właśnie obiecany cud leżał u źródła sukcesu PO. Program wyborczy tej partii był najbardziej populistyczny od wielu lat. Młodzi ludzie, nie znający się na polityce lub chcąc zrobić na złość straszliwej władzy zacofanego ciemnogrodu uosabianego przez Prawo i Sprawiedliwość poparli Platformę Obywatelską. Lecz za błędy młodości płaci człek w starości, dlatego też tak skutecznie oszołomiona młodzież wkrótce otrząśnie się z szalonego transu, a pobudka jej będzie bolesna. Cóż bowiem obiecują liberałowie? Obniżenie podatków przy wzroście wydatków, wzrost płac dla nauczycieli i pielęgniarek, budowanie pływalni, basenów, autostrad, boisk sportowych, kortów tenisowych, tuneli wzdłuż rzek itd. Przyznam, że brakuje w tym wszystkim już tylko planów budowy orbitalnej stacji kosmicznej i lotów na Marsa. A społeczeństwo uwierzyło… W takich momentach myślący człowiek czuje się jak mieszkaniec republiki bananowej.
Wydawać by się mogło, że to już koniec Polski o jakiej patrioci marzyli przed dwoma laty, kiedy do władzy doszło Prawo i Sprawiedliwość. Przynajmniej przez kilka najbliższych lat rządzić będą zacietrzewieni nienawistnicy z PO i wiecznie nijakie miernoty z PSL. Czas pokaże co zdziałają, jednak o realizacji cudu można zapomnieć. Pozostaje nadzieja, że ktoś kiedyś rozliczy ich z tych obietnic i do władzy powrócą siły propolskie. Ale swoja drogą czy polskie społeczeństwo stać jeszcze na samodzielne i krytyczne myślenie? Można w to wątpić, ale nie można przestać wierzyć.


Komentarze: 19 do “Powrót zdrajców”