Część IV (1991-1999)
Po odejściu Gorbaczowa do władzy doszedł, pochodzący z Jekaterymburga, Borys Jelcyn. Ten polityk miał już na sumieniu różne grzeszki z czasów swojego przewodzenia partii w rodzinnym mieście, np. kiedy to w 1979 roku zatuszował sprawę katastrofy biologicznej, czyli wycieku potężnej partii wąglika z laboratorium na Uralu. Ten drobny incydent był jednak niczym niewinny wybryk w obliczu nadchodzącego etapu w dziejach Rosji.
Kiedy naznaczona piętnem komunistycznego zniewolenia, objawiającego się deportacją większości mieszkańców z rodzimych stron w 1944 roku, późniejszym powrotem w roku 1957 i latami cywilizacyjnego zacofania Czeczenia proklamowała swą niepodległość w 1991 roku żadne państwo nie uznało tej deklaracja za posiadającą moc prawną. W prawdzie w Europie trwała już dekompozycja obozu satelickiego ZSRR, który pozwalał na usamodzielnianie się poszczególnych krajów, ale Czeczenia miała znaczenie ściśle ekonomiczne, gdyż jest to rejon transferu surowców energetycznych, na których Rosja opiera swoją całkowicie zacofaną gospodarkę. Wkrótce rozpoczęła się tragiczna w skutkach wojna. Oczywiście wszelkich obrońców niepodległości kaukaskiej ojczyzny okrzyknięto terrorystami z Szamilem Basajewem na czele. Ten człowiek był symbolem współczesnej walki z rosyjskim zniewoleniem. Służby specjalne Federacji Rosyjskiej wymordowały mu całą rodzinę, a w końcu odebrały życie samemu Basajewowi.
W tym kontekście pamiętne zamachy na teatr w Moskwie i szkołę w Biesłanie są niczym innym jak typową prowokacją FSB (pogrobowca KGB). Po każdym takim sfingowanym zamachu represje w Czeczenii znacznie się nasilały, a zbrodnicze władze na Kremlu miały pretekst do dalszego prowadzenia beznadziejnej wojny. Jest to mechanizm identyczny jak w USA. Politycy imperialni sprawnie operują pojęciem nie zdefiniowanego do dziś terroryzmu, aby uzasadniać swe niecne zamiary. Przyjmując takowe rozumowanie terrorystami należało by nazwać również powstańców listopadowych, styczniowych czy warszawskich. Taka oto jest wypaczona logika możnych tego świata.
W międzyczasie sytuacja na Kremlu wyraźnie się komplikowała, a postkomunistyczny beton domagał się przywrócenia dawnego porządku. W 1993 roku doszło do nieudanego puczu Janajewa, który miał na celu obalenie Jelcyna i zaniechanie jego liberalnych reform. Jelcyn okazał się jednak sprytniejszy, wysłał czołgi na parlament, rozpędził posłów i wprowadził dotąd nieznany w politologii ustrój – supersemiprezydencjalizm. Równolegle wpływy uzyskiwała frakcja nowobogackich oligarchów, którzy uzyskiwali dostęp do prezydenta za pośrednictwem elitarnego klubu tenisowego, do którego należał Jelcyn. Organizatorem kontaktów był wyeliminowany później Aleksander Korżakow – sekretarz Jelcyna.
Grupa wpływu wkrótce zainstalowała się na Kremlu i zyskała zaszczytną nazwę Familii. Jelcyn w rzeczywistości to właśnie im zawdzięcza sukces w wyborach 1996 roku, kiedy to z kilku procent oligarchowie zdołali uzyskać poparcie większości Rosjan, głównie dzięki mediom Borysa Bieriezowskiego. Do tej elitarnej grupy należeli również m.in. Czernoj, Gusiński oraz później Chodorkowski i Abramowicz. Prawdę mówiąc Jelcyn jako schorowany alkoholik, który chwiał się podczas oficjalnych wizyt, a w Irlandii nie był w stanie nawet wysiąść z samolotu, był tylko figurantem, a faktyczną władzę sprawowała licząca ośmiu oligarchów Familia. Co ciekawe większość, jeżeli nie wszyscy jej członkowie, byli pochodzenia żydowskiego, a obecnie Czernoj uciekł nawet do Izraela i tam korzysta ze zrabowanych narodowi pieniędzy.
Właśnie na zasadzie rabunku dokonywały się w Rosji przemiany społeczno-polityczne oraz gospodarcze po upadku ZSRR. Olbrzymi majątek trafił wówczas w ręce wąskiej grupki osób, która perfidnie bogaciła się kosztem nieprawdopodobnego ubożenia zwykłych warstw społeczeństwa. W tym niecnym procederze brał również udział Anatolij Czubajs, ówczesny minister finansów, który za pomocą nielegalnych operacji finansowych oraz wydania bezwartościowych obligacji dorobił się niewyobrażalnej fortuny, lecz kiedy postawił tamę działaniom oligarchów został politycznie wykończony przez telewizję Bieriezowskiego poprzez inscenizacją skandalu medialnego o podłożu obyczajowym.
Borys Bieriezowski to szczególnie odrażająca postać. W 1994 roku generał Lebiedź miał wolę, plany i głęboką chęć zakończenia wojny w Czeczenii, ale będący u szczytu władzy Bieriezowski nie wyraził zgody na taki krok ze względu na dobro swoich interesów, jak widać dla tej nacji nie liczy się człowiek, tylko pieniądz, pieniądz i jeszcze raz pieniądz. Nie od dziś wiadomo, że połączenie żydowskiej chęci zysku z rosyjską bezwzględnością tworzy wyjątkowo nikczemną kulminację zła. Nie można w tym miejscu zapomnieć o roli masonerii, która to popierała a nawet zorganizowała dojście do władzy Borysa Jelcyna. W czasach caratu i komunizmu organizacja ta w Rosji praktycznie nie istniała, a zaistnieć chciała. Swoje zamierzenia zrealizowała w stu procentach i w roku 1995 powstała Wielka Loża Rosji.
Wielkimi krokami zbliżał się magiczny rok 2000, a wraz z nim nieoczekiwane przesilenie na Kremlu. W ostatnim dniu roku 1999 Borys Jelcyn ogłosił, że ustępuje z fotela prezydenta Federacji Rosyjskiej. Oligarchowie uznali, iż czas na zmiany przywództwa, co w ich rozumowaniu oznaczało zainstalowanie w Moskwie nowej marionetki. Bieriezowski namówił wówczas do kandydowania mało popularnego dotychczasowego premiera i byłego szefa FSB – Władimira Putina. Czas pokazał jak bardzo Familia pomyliła się w swych politycznych kalkulacjach.
Cdn.


Komentarze: 3 do “Na wschodzie bez zmian IV”
Zostaw komentarz