W nocy z 25 na 26 kwietnia 1986 roku dwie potężne eksplozje i towarzyszące im fotograficzne błyski rozświetliły senny ukraiński step. Mieszkańcy pobliskiego Czarnobyla oraz miasta Prypeć nieświadomi niczego odpoczywali w swoich mieszkaniach, podczas gdy nieopodal rozgrywał się dramat, który miał wpłynąć na życie milionów obywateli Imperium Zła i odbić się echem w całym cywilizowanym świecie.
Połowa lat 80 XX wieku to sam środek zimnowojennej potyczki między USA i ZSRR. Energetyka jądrowa była jednym z elementów tej śmiercionośnej rozgrywki, a bezwzględna rywalizacja rujnowała budżet Związku Radzieckiego. Księżycowa ekonomia w połączeniu z buńczucznymi zapowiedziami i obsesyjnymi snami o potędze stopniowo niszczyła od środka tego kolosa na glinianych nogach, jakim był nasz wschodni sąsiad. Mnożyły się bezsensowne inwestycje, podczas gdy sektory najwyższej wagi były zaniedbywane w zastraszającym stopniu. Pośpiech, oszczędności oraz technologiczne zacofanie odcisnęły swe tragiczne piętno również na elektrowni w Czarnobylu. Reaktor typu grafitowego nie spełniał podstawowych norm bezpieczeństwa, w sytuacjach kryzysowych zachowywał się nieobliczalnie i był obarczony poważnymi wadami technicznymi, lecz mimo to został dopuszczony do użytku w imię wyższego, radzieckiego dobra wspólnego klasy robotniczej. Wkrótce bestia miała zniszczyć swojego stwórcę.
Feralnego dnia katastrofy, w elektrowni przeprowadzano kolejny eksperyment badający możliwości reaktora w Czarnobylu. Od początku nic nie szło po myśli pewnych siebie eksperymentatorów, ale duma w połączeniu z rosyjskim systemem wartości nie pozwalała im przerwać testu i narazić się tym samym na kompromitację. Kiedy reaktor wszedł w krytyczną fazę pracy grożącą katastrofą, grupa techników podjęła zgodną z procedurami decyzję o awaryjnym wyłączeniu bloku reaktora numer 4. Jednak nawet oni nie zdawali sobie sprawy z tego, że wadliwa konstrukcja elektrowni spowoduje całkowitą klęskę ich zamiarów. Kilkadziesiąt minut po północy operator Leonid Tuptonow na polecenie kierownika zmiany w osobie Aleksandra Akimowa nacisnął przycisk awaryjnego wyłączenia reaktora atomowego nieświadomie popełniając tym samym błąd gorszy niż zbrodnia. W tym momencie podpisał na siebie wyrok śmierci, a gospodarkę ZSRR skazał na 200 miliardów dolarów straty. Temperatura w reaktorze gwałtownie wzrosła, topiąc pręty sterujące i doprowadzając do eksplozji tej piekielnej machiny. W ciągu kilku sekund spaliło się kilkaset ton grafitu uwalniając do atmosfery niosącą cichą śmierć radioaktywną chmurę.
Społeczeństwo Związku Radzieckiego przygotowywało się do obchodów święta pracy, więc zahartowana w kłamstwie władza radziecka wkroczyła w zaklęty krąg dezinformacji, a ówczesny gospodarz Kremla – Michaił Gorbaczow zachowywał spokój godny kapitana, którego okręt tonie. O radioaktywnym skażeniu poinformowali dopiero Szwedzi, a polskie władze podjęły o dziwo wyjątkowo fortunne kroki zmierzające do neutralizacji skutków tragedii, m.in. aplikując dzieciom tzw. płyn Lugola.
Równocześnie w Czarnobylu trwał wyścig z czasem. Do akcji wkroczyło około 600 tysięcy likwidatorów, których celem była walka z śmiertelnym żywiołem, a jedyną nagrodą okolicznościowy order. Robotników wcielono do armii i jako ochotników posłano na pewną śmierć, aby wykopać tunel pod blokiem reaktora celem zabezpieczenia zbiornika wody w obawie przed totalnym kataklizmem, jakim groził kontakt rozżarzonych szczątków reaktora z hektolitrami wody znajdującej się pod nim. Tymczasem na powierzchni likwidatorzy pracujący praktycznie bez żadnego zabezpieczenia usuwali z ziemi resztki grafitu, a śmigłowce zrzucały do reaktora neutralizujący materiał. Cała ta operacja skutecznością przypominała bardziej dmuchanie na płonący szyb naftowy lub noszenie wody sitem, lecz okupiona była życiem i zdrowiem tysięcy ludzi, a zwieńczeniem tego morderczego wysiłku okazała się trwała prowizorka w postaci zbudowanego naprędce betonowego sarkofagu o szczelności godnej przeciekającej beczki.
Niebawem odbył się pokazowy proces w typowo radzieckim stylu. Kierownictwo elektrowni trafiło za kratki, a para Tuptonow-Akimow zakończyła swe życie w moskiewskiej klinice po miesiącach konania w niewyobrażalnych męczarniach wywołanych przez zgubne skutki promieniowania. Wokół elektrowni utworzono strefę z zakazem wstępu, a mieszkańców Czarnobyla i Prypeci ewakuowano w szaleńczym pośpiechu. Wokół elektrowni zlokalizowano także cmentarzysko maszyn biorących udział w likwidowaniu skutków katastrofy, które obecnie pada łupem bezmyślnych łowców złomu. Opuszczone miasta straszą dziś swoim dramatycznym losem, podobnie jak zestaw radarów zwanych Okiem Moskwy. Te potężne instalacje wzniesione nadludzkim wysiłkiem służyły do namierzania rakiet, nasłuchu szpiegowskiego, a także do generowania impulsów zdolnych zakłócać nawet ludzkie myśli. Prawdopodobnie już nigdy nie poznamy prawdy na ich temat, gdyż po tragedii z 1986 roku niewiele osób odważy się cokolwiek badać i pytać o kolejne diabelskie wynalazki radzieckiej myśli technicznej.
Katastrofa w Czarnobylu miała przede wszystkim znaczenie psychologiczne. Typowo radziecka zmowa milczenia i umysłowy terror wprowadzający niewyobrażalny chaos został przełamany dopiero przez zachodnie źródła informacji. Brak oficjalnych danych wywołał zbiorową histerię, która na lata owiała Czarnobyl aurą ponurej tajemnicy. Destrukcja elektrowni przyczyniła się też do wzrostu znaczenia antyatomowego lobby i zaniechania budowy rektora nuklearnego w Żarnowcu. Tak potężna katastrofa leżała ponadto u podstaw totalnego upadku gospodarki ZSRR, jego prestiżu oraz znaczenia na arenie międzynarodowej i była jedną z przyczyn wewnętrznego rozkładu czerwonego reżimu. Czarnobylski gad, tuczony nieuczciwą paszą, wystąpił przeciwko nikczemnemu gospodarzowi sprowadzając na niego totalną zagładę.
Ze sprawą Czarnobyla wiąże się jeszcze aluzja biblijna. W języku ukraińskim piołun to byl’ia. Czarny piołun to Czarnobyl. Święty Jan Apostoł w 8 rozdziale Apokalipsy zamieścił werset, będący jakby ponurą przepowiednią wydarzeń z kwietnia 1986 oraz ich konsekwencji. „Spadła z nieba wielka gwiazda, płonąca jak pochodnia; a spadła na trzecią część rzek i źródła wód. A gwiazda nazywa się Piołun. I trzecia część wód zmieniła się w piołun, i wielu ludzi pomarło od wód, bo stały się gorzkie.” Katastrofa ukraińskiej elektrowni powinna być przestrogą dla tych, którzy zapominają, że „nadmierna ufność w bezpieczeństwo przynosi klęskę człowieczeństwu.”


Komentarze: 4 do “Czarnobyl”
Zostaw komentarz