Zdrada w polityce nie jest zjawiskiem ani rzadkim ani tym bardziej dziwnym. Politycy dosyć niskiego lotu często zmieniają swoje partyjne barwy w myśl rymowanej zasady: „żadnych politycznych on nie zna przesądów, każda partia dobra, byle dojść do rządów.” Czasem jednak bywa tak, że dokonywana zdrada ma charakter wyjątkowo perfidnego działania wynikającego z nad wyraz niskich pobudek i z takim właśnie przypadkiem mamy do czynienia w głośnej sprawie Kazimierza Marcinkiewicza.
PO jest kłębowiskiem żmij, zbieraniną najgorszych kanalii, bezwzględnych impertynentów, cynicznych politykierów, pismaków, wulgarnych kłamców, antypolskich karłów i wszelkiego innego plugastwa – wiadomo to nie od dziś. Coś jednak jest w tej zbrodniczej partii bo działa na ludzi jak lep. No cóż, nie porównując można przypomnieć, że NSDAP wygrało legalnie wybory w 1933, a Stalin w okręgu moskiewskim uzyskał aż 105% możliwych do zdobycia głosów. Nic na to nie poradzimy – takie już są uroki demokracji, czyli najbardziej idiotycznego ustroju pod słońcem.
Tonący brzytwy się chwyta, a Kazimierz Marcinkiewicz, który odbył już drogę z padołu na wyżyny, teraz jest skazany na haniebny powrót tą samą drogą. Sławomir Skrzypek nie przedłużył mu misji w Londynie więc nad byłym premierem zawisło widmo bezrobocia, ale tylko pozornie. W średniowieczu kwitło żywotopisarstwo, kronikarstwo, pisanie raptularzy i innych dzieł niewprawnego pióra o wartości merytorycznej równej procentowemu udziałowi powierzchni jeziora Hańcza w światowym zasobie wód. Jak wiadomo, historia kołem się toczy zatem ostatnio odrzuceni politycy chwytają za klawiatury i wylewają swe rozpaczliwe uwagi na kartach coraz to nowych żałosnych autobiografii lub tzw. kulisów władzy. Mieliśmy już Lecha Wałęsę i jego dzieło pod wiele mówiącym tytułem „Moja III RP – straciłem cierpliwość”, później sensacyjne relacje Janusza Kaczmarka w utworze „Cena władzy”, a teraz „Marcinkiewicz. Kulisy władzy.” Papier przyjmie wszystko.
Kazimierz Marcinkiewicz jest z zawodu fizykiem, wie zatem doskonale, że gdy płomień gaśnie trzeba mu zapewnić większy dostęp powietrza. Tak też postanowił uczynić i aby zwiększyć zainteresowanie jego dziełem stwierdził wszem i wobec, że Lech Kaczyński kazał go podsłuchiwać. W swoich przewidywaniach się nie przeliczył, bo momentalnie plotkę podchwyciły wszystkie media. Podobnie było z prezydentem Kwaśniewskim, kiedy ogłosił dramatyczną wieść o tym jak to czuje się podsłuchiwany, natychmiast stał się bohaterem walki o utrzymanie w Polsce demokracji (szlacheckiej). Jednakowoż kiedy to samo mówią członkowie komisji weryfikacyjnej WSI, co więcej – są im odbierane certyfikaty dostępu do tajnych archiwów, to jakoś nikt nie bije na alarm. Paradoksem jest fakt, że przecież zgodę na badanie służb wydają same służby za pośrednictwem owych certyfikatów. To tak jakby gang złodziei samochodów sam decydował o tym czy wpuszczać funkcjonariuszy policji na teren bandyckiej dziupli.
Kaczmarek i Marcinkiewicz to żałosna para sfrustrowanych bankrutów, którzy przez swoje niepohamowane ambicje nie mogą tak po prostu oszczędzić sobie i innym wstydu. Zawdzięczają PISowi wszystko a teraz w tak prostacki sposób atakują środowisko, które wyniosło ich na wyżyny władzy. I to z jakich pobudek? Aby zwiększyć nakład swoich książek, aby zyskać poparcie liberalnych elit, aby zyskać bilet dostępu do Salonu Warszawskiego? Kupujmy zatem te ich dzieła, fundujmy im bilety, może akurat uzbierają na bilet w jedną stronę w kosmos, podobno wkrótce nie będzie to już takie drogie.
W tle mamy przygotowywaną na kolanie reformę samorządową. W skrócie jest to przekazanie większości kompetencji w ręce samorządów lokalnych, co oznacza radykalną decentralizację, osłabianie państwa i oddanie władzy w ręce lokalnych sitw, koterii i lokalnych układów. Wraca Rzeczpospolita szlachecka kiedy to siła centralna państwa praktycznie nie istniała, a o wszystkim decydowały magnackie ugrupowania rozsiane po różnych regionach kraju. Na tym zależało i zależy nadal naszym wrogom zza granicy, którzy dołożą wszelkich starań, aby stale anarchizować sytuację w naszym kraju i osłabiać jego siłę. Tak jak niegdyś agenci Rosji, Prus i Austrii przekupywali polskich posłów do zrywania sejmów, tak teraz przekupują sprzedajnych dziennikarzy, którzy wspierają antypolski rząd zdrajców z Platformy Obywatelskiej.
Już niewiele czasu nam zostało do całkowitej likwidacji naszego kraju. Po ratyfikacji traktatu lisbońskiego oraz „reformach” rządu Tuska, z Polski pozostanie tylko nazwa, a jedynym wyjściem prawdziwych patriotów będzie znów niestety tylko emigracja, bo w tak skażonym głupotą krajem po prostu nie da się żyć. Chyba już warto zacząć pakować walizki.


Komentarze: 15 do “Zdrajca, zdrajca, zdrajca”
Zostaw komentarz