Od dawna polska opinia publiczna nie była niczym tak zelektryzowana jak książką o agenturalnej przeszłości Lecha Wałęsy. Można to stwierdzenie brać nawet dosłownie bo większość tzw. autorytetów komentowała publikację nie znając nawet jej treści, zatem grono darmowych pseudoadwokatów byłego prezydenta zachowywało się jak porażone prądem. Nie sposób opisać tutaj wszystkich aspektów poruszanych przez autorów publikacji „SB a Lech Wałęsa, przyczynek do biografii”, nie mniej jednak szczególnie interesująca jest sprawa zachowania Wałęsy już w trakcie trwania jego prezydentury i aż po dzień dzisiejszy. Najwyraźniej jest to człowiek chory, któremu władza uderzyła do głowy, jako że przypomina on postać kucharza okrętowego, który nagle został kapitanem.
Otóż jak dowodzą autorzy wszystko zaczęło się pod koniec 1970 roku, kiedy Lech Wałęsa, wówczas prosty stoczniowiec, podpisał zobowiązanie do współpracy z SB. Wg dokumentów dostarczał cennych informacji, a za swoją działalność pobierał wynagrodzenie (w sumie aż 13 tysięcy złotych), ponadto uzyskał pomoc w przyznaniu mu mieszkania. Oficjalna współpraca zakończyła się w 1976 roku. W tym okresie Lech Wałęsa z pewnością był agentem SB o pseudonimie „Bolek”, nie było bowiem innego „Bolka” w Gdańsku, a tłumaczenia Wałęsy, że rzekomo „Bolek” był urządzeniem podsłuchowym lub że „Bolków” było 54 należy uznać za historyczny folklor, bowiem dokumentacja i zeznania byłych opozycjonistów wskazują jednoznacznie iż była to osoba żywa a nie przedmiot. Wałęsa udostępniał bezpiece wiadomości znane tylko jemu (sprawa wydziału W-4), co stawia go jednoznacznie w kręgu podejrzeń.
Jak wspomniałem oficjalna współpraca zakończyła się w 1976 roku i nie ma dowodów na to, że wydarzenia z 1980 roku były inspirowane działalnością SB, ale jest to wysoce prawdopodobne. Przecież wówczas jeszcze Solidarność miała wyraźnie patriotyczno-prokościelny kurs, ale w wyniku stanu wojennego i oddalenia przemian o prawie dekadę górę wzięło stronnictwo antyklerykalnych zdrajców, kapusiów, agentów oraz spiskowców takich jak właśnie Wałęsa, Michnik, Geremek, Kuroń i inni. Logiczna jest więc teza mówiąca o inspiracji zaostrzenia niepokojów społecznych aby mieć pretekst do wprowadzenia stanu wojennego. Jednakowoż są to bardzo odważne i nie udowodnione dotychczas hipotezy. Chociaż jak mówi Andrzej Gwiazda Wałęsa dostał Nagrodę Nobla faktycznie za wyeliminowanie radykalnych nurtów sposobiących się do walki z komunistami a nie żadnych układów. Niemniej jednak już od roku 1988 tj. od słynnych rozmów w Magdalence wiadomo, że cały proces transformacji jest jednym wielkim pasmem oszustw, spisków, zakulisowych działań, wspierania fałszu i robienia nieczystych interesów.
Wracając jednak do Wałęsy to był on uważany za niekwestionowanego bohatera narodowego aż do roku 1992, kiedy to na mocy uchwały sejmowej Antoni Macierewicz opublikował słynną listę, na której znalazło się również nazwisko Lecha Wałęsy, jako agenta SB pseudonim „Bolek”. Prezydent zaniepokoił się rozwojem wydarzeń doprowadzając do odwołania rządu Jana Olszewskiego, co nosiło wszelkie znamiona zamachu stanu. W trakcie debaty nad odwołaniem rządu poseł Kazimierz Świtoń zdążył jednak wykrzyczeć znamienne słowa o agenturalnej przeszłości Wałęsy, wykreślone później ze stenogramu na polecenie Jana Rokity. Jak ocenić taką manipulację? Do tego doszła żałosna kompromitacja Wałęsy, kiedy to podczas owych obrad sejmu pokładał się w loży prezydenckiej ze śmiechu i poklepywał się po udach. Czy tak zachowuje się człowiek niesłusznie oskarżony?
Tak jak chciał prezydent, rząd Olszewskiego upadł, a wkrótce marionetka Wałęsy – robot Pawlak zaczął sobie zgodnie z obietnicą „czyścić MSW i UOP” bo już 6 lub 7 czerwca Andrzej Milczanowski udostępnił Wałęsie obciążające go materiały. Ów, w przypływie chorobliwego strachu zagarnął najważniejsze dokumenty tj. zobowiązanie do współpracy z SB, najbardziej kompromitujące go donosy oraz pokwitowania odbioru pieniędzy za swoją agenturalną działalność. Następnie dokumenty zostały „zwrócone” rzekomo w komplecie w kopercie, której jednak nikt nie otworzył. Kiedy we wrześniu 1993 roku władzę w kraju przejęły siły SLD i PSL, Wałęsa zorientował się, że trudniej mu teraz będzie kontrolować służby specjalne, a zatem i akta na swój temat zatem po raz drugi zwrócił się do ministra Andrzeja Milczanowkiego z prośbą o udostępnienie akt „Bolka”. Minister jeszcze tego samego dnia tj. 18 września 1993 roku przybył z materiałami do Belwederu. Tym razem prezydent miał na celu ostateczne „wyczyszczenie” dokumentów, a zatem napisanie historii na nowo. Po tej brawurowej akcji nastała cisza, aż do roku 1996.
W lipcu 1996 roku nowy szef MSW Zbigniew Siemiątkowski zwrócił się do prezydenta Kwaśniewskiego z prośbą o wyjaśnienie sprawy zaginięcia dokumentów. Zajął się tym szef UOP Andrzej Kapkowski, który w piśmie datowanym na 24 września 1996 prosi Wałęsę o zwrot zagarniętych dokumentów. Mówi się obecnie, że Wałęsa akt „nie zwrócił”, jest to zwykła nowomowa, gdyż on najzwyczajniej w świecie je ukradł. To rozmycie standardów etycznych jest tak powszechne, iż słowo kradzież zostało właściwie zastąpione przez terminy takie jak „wyprowadził”, „sprzeniewierzył”, „przywłaszczył” itd. Taka oto jest zasługa III RP Lecha Wałęsy. Podobnie sprawa się ma ze standardami prawa jakie forsował Wałęsa, a które doczekały się nawet odpowiedniego terminu „falandyzacji prawa” od nazwiska szefa kancelarii prezydenckiej Lecha Wałęsy, jego imiennika Lecha Falandysza.
Były prezydent RP w całej swojej bucie przechwala się, że ma korzystne dla siebie wyroki sądu. Gdybyśmy żyli w normalnym kraju, to faktycznie trzeba by było uznać ten fakt i w żaden sposób z nim nie dyskutować. Jednakowoż Polska „Olka i Bolka” krajem normalnym nazwana być nie może, również dlatego bo aż 90% elit wywodzi się z komunistycznych watażków różnego stopnia, w tym lwia część środowiska prawniczego. Sąd badający sprawę „zagubienia” akt dotyczących Wałęsy umorzył postępowanie wobec niego pod zaskakującym pretekstem, mianowicie uznał że stosownym organem do badania występków Wałęsy z czasów jego prezydentury jest wyłącznie Trybunał Stanu! Nawet trudno to skomentować…
Równie absurdalne orzeczenie wydał sąd lustracyjny w 2000 roku, kiedy pomimo posiadania dokumentów obciążających Wałęsę o współpracę z SB, wydał wyrok korzystny dla niego, gdyż dokumenty nie były oryginalne, lecz stanowiły kopie oryginałów. Jednak podczas procesu zdarzyło się coś czego nawet tak sprawny agent SB jak Wałęsa nie mógł przewidzieć. Otóż do sądu wpłynęły kopie notatek pracowników SB mówiące o chętnej współpracy Wałęsy ze służbami oraz o tym, że brał za działalność pieniądze. Sąd dysponował też innymi dokumentami, które dowodziły ze 100% pewnością, iż Lech Wałęsa był tajnym współpracownikiem SB o pseudonimie „Bolek”, nie mniej jednak oczyścił go z zarzutów, gdyż dokumenty nie były oryginałami, lecz kserokopiami. Wyrok logiczny jak w czasach stalinowskich, lecz z przeciwnym wektorem. Wcześniej bo w 1995 roku przed wyborami prezydenckimi tez doszło do nie lada cyrku sądowego, bo inaczej tego nazwać nie można. Otóż główni pretendenci do stanowiska głowy naszego państwa – Kwaśniewski (agent SB pseudonim „Alek”) i Wałęsa (agent SB pseudonim „Bolek”) nie zostali osądzeni za agenturalną przeszłość, bowiem oznaczałoby to poważny polityczny kryzys. Mogłoby się okazać, że po wyeliminowaniu tych dwóch agentów prezydentem stałby się Jan Olszewski, a na taki obrót wydarzeń układ okrągłego stołu pozwolić nie mógł.
Takimi oto wyrokami chwali się Wałęsa, największy fanfaron polskiej polityki od niepamiętnych czasów. Układ, jaki wytworzył ze swoimi przybocznymi nie pozwala na budowę nowoczesnego państwa, w którym prawda odgrywałaby rolę nadrzędną nad interesami poszczególnych sitw, klik oraz rozmaitych grup interesów „z kraju i ze świata”. Gdyby nie zdrada dokonana przed 19 laty wszystko wyglądałoby inaczej. A tak, dziś uczciwi ludzie nie mają szans w Polsce na życie zgodne z zasadami. Liberalne „elity” już wystarczająco długo pracowały na to aby pozacierać wszelkie granice między dobrem a złem. Natomiast cała historia Lecha Wałęsy, doskonale jak chyba nic innego ilustruje słowa, że „od wielkości do śmieszności jest tylko jeden krok.”


Komentarze: 15 do “Zagubiony “Bolek””
Zostaw komentarz