Kiedy stery największego państwa świata przejmował Dymitrij Miedwiediew wielu komentatorów zapowiadało zmianę kursu rosyjskiej polityki i rzekomą demokratyzację kraju. Ostatnie wydarzenia związane z konfliktem gruzińskim pokazały jednak, że tak naprawdę to władzę wciąż sprawuje linia twardogłowych pogrobowców tradycji imperium sowieckiego skupiona wokół premiera Władimira Putina. Ten najlepiej wyszkolony agent wśród przywódców świata z dziecinną łatwością poradził sobie z manipulowaniem Europą, nie mówiąc już o własnych obywatelach. Całe odium wojny w Gruzji spadło jednak w cywilizowanym świecie na Rosję i poniekąd słusznie, ale nie można zapominać o drugim tle tej sprawy. Chociaż prawda nigdy nie leży po środku, jak chcą tego konformiści, to jednak w tym wypadku nie można zapominać o tajnej wojnie jaka toczy się z dala od oficjalnej linii przeznaczonej dla publiczności.
Rosja jest państwem zbrodni i zawsze nim była siejąc postrach gdziekolwiek zapragnęła zanosić swe interesy, to kraj pół-dzikich ludzi zdanych tylko na państwową propagandę i szalonych generałów marzących dniami i nocami o podbojach, które nikomu nie służą poza podsycaniem pychy garstki fanatycznych zwolenników barbarzyńskiego imperializmu. Kaukaz to jednak rejon strategiczny, a Gruzja od czasów carskich była pod władaniem Rosji, z krótką przerwą w latach 20 XX wieku. W 2003 namaszczony przez Moskwę Eduard Szewardnadze został odsunięty od władzy za sprawą bezkrwawej rewolucji róż pod przywództwem Michaiła Saakaszwilego. Nie jest tajemnicą, że obecny prezydent Saakaszwili szkolił się na amerykańskim uniwersytecie i został tam zwerbowany przez służby specjalne USA oraz prodemokratyczną fundację Sorosa do wykonania zadania specjalnego jakim miała być zmiana polityczna w Gruzji. Swoją misję wykonał i chwała mu za to bo od rosyjskiego barbarzyństwa lepsza jest nawet amerykańska degeneracja, jednakowoż tego było wpływowym kręgom w USA za mało.
Istnieje teoria wg której USA dały Saakaszwilemu gwarancję pomocy w wypadku konfliktu z Rosją. Widać że Amerykanie na tej wojnie skorzystali ale o tym później. Jak inaczej wytłumaczyć fakt, że maleńkie państewko uderza w olbrzyma? Rosjanie twierdzą iż to Gruzini rozpoczęli działania zbrojne i przez chwilę przyjmijmy ten punkt widzenia. Zachęcona przez USA Gruzja wdaje się w konflikt z Rosją, ta ukazana zostaje jako globalny warchoł, należy ją wykluczyć z organizacji międzynarodowych i odwołać wspólne manewry wojskowe. Poza tym wystraszona Polska zgadza się na tarczę antyrakietową wyraźnie pod presją bieżących wydarzeń. Rosja została zachęcona również przez sprawę Kosowa, kiedy to zachodnie mocarstwa w sposób pokojowy dokonały podziału strategicznego partnera Rosji jaką jest Serbia. Moskwa obserwując reakcję na to wydarzenie dostrzegła swoją szansę, wręcz została zachęcona do powtórki tego scenariusza u siebie, tyle że powtórzyła go z delikatnością słonia w składzie porcelany. Kto czerpie z tego największe profity?
Druga wersja jest nie mniej interesująca. Cóż bowiem miał robić Saakaszwili widząc, że Rosjanie podburzają lud Osetii i Abchazji? Czekać spokojnie aż kawałek po kawałku jego kraj zostanie wchłonięty przez wszechmocnego sąsiada? Musiał zareagować wysyłając swoje wojska w rejon zapalny konfliktu. Czyż teza o ataku na Rosję nie jest absurdalna? Czy można powiedzieć że w 1939 roku to Finlandia zaatakowała ZSRR? Albo że atak na Czechosłowację i Węgry miał charakter misji pokojowej? To przecież bzdury. Putin pisał doktorat z obrotu surowcami energetycznymi więc doskonale wie co robi. Przez Gruzję prowadzą wszystkie szlaki naftowe, którymi można ominąć pośrednictwo Rosji. A cóż ten nieszczęsny kraj ma innego skoro kilkadziesiąt lat bolszewickiej głupoty zniweczyło całą rosyjską myśl w najważniejszych dziedzinach?
Czasy ZSRR się skończyły, ale nie dla twardogłowej gwardii Putina, marzącej o odbudowie imperium. Najpierw Gruzja, później prawdopodobnie pływający na ropie Azerbejdżan, przemysłowo-rolnicza i wielkopowierzchniowa Ukraina, a w dalszej perspektywie głębsze uzależnienie krajów bałtyckich i wreszcie Polski. Rosjanie pokazali też jak bardzo zależy im na utrzymaniu bazy floty czarnomorskiej na Krymie, przy pomocy której zatapiali gruzińską marynarkę wojenną. Specjaliści służb specjalnych rządzący Rosją doskonale obmyślili nawet termin ataku w czasie trwania igrzysk olimpijskich w Pekinie, kiedy to oczy całego świata są zwrócone na Chiny oraz Tybet i mało kto przejmuje się egzotycznym krajem na Kaukazie.
Od reakcji Zachodu będzie zależeć nasza najbliższa historia. Putin przeprowadził test na wytrzymałość zachodnich przywódców i przekonał się co jeszcze musi zmienić, a co robi dobrze w dziedzinie odbudowy swojego imperium. Jeżeli pozwoli mu się na dalsze szarże to kto wie na jakiej granicy się zatrzyma, dlatego też mimo wszelkich gróźb trzeba z Rosjanami grać twardo, bo tylko takich przeciwników nasi wschodni sąsiedzi szanują, z mięczakami się nie liczą – taka już ich natura. Co do różnych wersji wydarzeń to wybór między nimi można porównać do wyboru między dżumą a trądem, więc w takim wypadku ma to mniejsze znaczenie, ważne jest to ile się zdoła przeżyć i czy to w ogóle jest możliwe…


Komentarze: 3 do “Imperium kontratakuje”
Zostaw komentarz