…Lubiłem święta - powiedział pierwszy anioł - były jasne i rodzinne… Pamiętam był stół a na nim pyszności… Było wielkie drzewo z dziwnymi ozodobami. Był śmieszny czerwony człowiek z figlarną brodą aż do ziemi, stary pewnie więc i mądry - dobry kochany dziadzio i zawsze dostawałem maleńką rzecz i całe morze czułości… Było wtedy tak ciepło…
- Mi nigdy nie było ciepło w święta… - powiedział drugi anioł… Jedyne co mnie kiedykolwiek ogrzewało to słońce, jedyna jasność i ciepło jakie znam pochodzą od niego lub od podpalonego kubła śmieci w śnieżną zimę - wtedy chyba są właśnie święta… Widziałem uśmiechy ludzi, światełka w oknach, ale nigdy tego nie rozumiałem… Święta… mówisz aniele… - tak chyba były… ale nie dla mnie, nie na bruku, nawet nie w najbardziej przutulnym kartonie, rzuconym przez kochaną dłoń na gwiazdkę od niechcenia…
Trzeci anioł nie mówił nic… Tęsknie spojrzał na ziemię, dojrzał na niej to o czym mówiły dwa starsze anioły…
Otulił się swoimi skrzydłami… tak jakby nigdy nie był tulony…
Jedna łza spłynęła po policzku małego anioła…
…Ciekawe jakby wyglądały moje święta - wyszeptał - …gdybyś pozwoliła mi się mamo narodzić…
Autor nieznany
Trzy anioły
~ 6 września 2008 ~
108 czytań
Napisane przez: Kasia
Kategoria: Inne
świadectwa
Żydzi
życie
aborcja
Anna Machowska
czystość
demokracja
dzieci
dziennikarze
edukacja
eutanazja
historia
masoneria
media
miłość
modlitwa
obyczaje
Pawlak
PIS
PO
poezja
politycy
polityka
Polska
pomoc
prawo
Premier
Putin
rodzina
Rosja
rząd
Sejm
Sikorski
spisek
terroryzm
traktat
Tusk
TVN
TVP
UE
USA
Wałęsa
wiara
wychowanie
zdrowie


Zostaw komentarz