„Świat należy do tych, którzy potrafią mu zaoferować największą nadzieję.” Trudno o lepszą ilustrację tych słów, jak niedawne wybory nowego prezydenta USA, którymi w ostatnich dniach ekscytowała się większość światowych mediów. Chyba tylko rosyjska telewizja wolała zdawać relację z najnowszych osiągnięć rosyjskiej myśli technicznej lub informować o próbach broni rakietowej na poligonie wojskowym w Kazachstanie. Reszta cywilizowanego świata zadaje sobie pytanie jak to się stało, że Barack Husajn Obama, jeszcze do niedawna nikomu nieznany lokalny polityk mieszanego pochodzenia, 20 stycznia 2009 roku stanie u steru władzy najpotężniejszego państwa na świecie.
Kampania wyborcza przed tymi wyborami była najdłuższa i najdroższa w historii, w ogóle jej cechą było przełamywanie wszelkich barier. Tytułem przypomnienia należy podać, iż o amerykańskim systemie dwupartyjnym utarło się przekonanie, że Partia Demokratyczna (Obama) jest kontrolowana przez masonerię, a Partia Republikańska (McCain) przez lobby żydowskie. Zewnętrzne wpływy w przypadku pierwszej partii i jej faworyta były widoczne doskonale już na początku kampanii, kiedy to do walki stanęli politycy uosabiający szeroko rozumiany przewrót umysłowy, tak bliski masońskim ideałom. Trudno bowiem inaczej patrzeć na rywalizację kobiety i czarnoskórego, każda z ewentualności była novum i posiłkowała się nieśmiertelnym hasłem o zmianach jakich wymaga kraj, rozmiarze amerykańskiej wolności, liberalizmu światopoglądowego, potędze demokracji, oświeceniu umysłów i innych zaklęć wolnomularskiej propagandy ludzi uważających się za szczytowe osiągnięcie ewolucji sfery ideowej.
Wspomniana na wstępie „nadzieja” była obok „zmian” właściwie całym przekazem programowym jaki dotarł do wyborców, którzy rozczarowani polityką administracji G.W. Busha, zaniepokojeni kryzysem ekonomicznym oraz zmęczeni wojenną retoryką postawili na ucieczkę w nieznane, wsiedli do pociągu byle jakiego, aby tylko nie pozostać w nielubianym miejscu. Chyba nikt nie zadał sobie trudu aby zapoznać się z programem Obamy, bo inaczej trudno wytłumaczyć tak szerokie poparcie dla niego w wielu przecież konserwatywnych światopoglądowo stanach, nie mówiąc już o bezsensownych sondażach przeprowadzanych na całym świecie, w tym również w Polsce, gdzie podobnie wygrał Obama. Czy byłoby tak samo, gdyby Polacy zamiast oglądać wysokiego, młodego, dobrze ubranego przystojniaka z gębą pełną frazesów przeczytali program jaki zgotował dla kraju? Mówi się o nim jako o najbardziej proaborcyjnym kandydacie od 35 lat, popiera bowiem aborcję w dowolnym momencie ciąży (wypowiedział m.in. tak znamienne słowa; „jeśli moje córki popełnią błąd, nie chcę aby były ukarane dzieckiem”, albo nie wie co mówi albo już zapomniał że przyszedł na świat kiedy jego matka miała lat 18, więc sam najwyraźniej uważa się za błąd i karę, tym razem dla całej Ameryki…), ponadto opowiada się za badaniami przeprowadzanymi na komórkach macierzystych oraz równouprawnieniem dla związków homoseksualnych. Sam należy do jednego na najbardziej liberalnych amerykańskich Kościołów protestanckich, funkcjonujących w systemie wiary przypominającej układanie sobie indywidualnego zestawu składników pizzy, kiedy to w USA istnieje kilkadziesiąt, a może kilkaset różnego rodzaju Kościołów i wybór któregoś z nich oznacza wybór dla poglądów i dogmatów przez niego wyznawanych.
Pacyfistyczna retoryka Obamy i Partii Demokratycznej była niczym innym jak kolejną powtórką ze znanej masońskiej techniki zdobywania władzy, wypróbowanej już m.in. w Hiszpanii, kiedy to w krytycznym momencie partia socjalistyczna wygrała wybory na fali antywojennej propagandy. Światowa masoneria udzieliła Obamie poparcia, a teraz domaga się zwrotu zaciągniętego kredytu w postaci ciągłej liberalizacji polityki światopoglądowej i społecznej w USA, a następnie eksportu tych wartości na inne części świata za pomocą nieograniczonych możliwości amerykańskiej machiny propagandowej. Nie jest przypadkiem status Kaliforni jako jednego z żelaznych bastionów Demokratów, gdzie większość elit świata filmu i mediów poparła Baracka Obamę. Miał on wręcz nieograniczone poparcie medialne, prawie nikt nie zajmował się jego wpadkami, nieodpowiedzialnymi wypowiedziami i ryzykowanymi posunięciami, parasol ochronny rozpościerał się nad nim niczym skrzydła orła na amerykańskim godle. Nasuwa to skojarzenia z innym Demokratą – Billem Clintonem, który od lat studenckich był sponsorowany przez masonerię w formie prestiżowego stypendium Cecila Rhodesa, za co później musiał się odwdzięczyć skrajnie liberalną polityką obyczajową prowadzoną w czasach jego prezydentury.
Zdumienie mogłyby budzić reakcje polityków europejskich na wygraną Baracka Obamy, mogłoby ale nie budzą kiedy się przeczytało jego program, który jest tożsamy z lewackimi ideami Unii Europejskiej. Masoneria sama się chwali, że większość członków Parlamentu Europejskiego jest równocześnie jej członkami, poza tym jej kręgi decyzyjne, gdziekolwiek się znajdują, artykułują już fantastyczne pomysły na ściślejszą współpracę euro-atlantycką w dziedzinie ekonomicznego uzależnienia i światopoglądowej prolewackiej propagandy. Można z bezsilnym smutkiem patrzyć jak świat stopniowo zmierza w kierunku budowy rządu światowego, czymże bowiem innym jest coraz silniejsza więź między strukturami USA a UE? „Ciemne siły lewactwa i masonerii sposobią się do panowania nad światem”, te złowieszcze słowa księcia Żewachowa, sprzed niemal 100 lat powoli aczkolwiek systematycznie ulegają realizacji, a przyświecająca masonom idea zmierza do budowy Świątyni Rozumu w postaci Nowego Ładu w Nowym Wspaniałym Świecie. Tak ginie wolność, wśród gromkich oklasków…
Patetyczną atmosferę zburzył skrajny rosyjski nacjonalista Władimir Żyrinowski, wieszcząc białym Amerykanom perspektywę czarnego rasizmu, który zmusi ich do opuszczenia USA, co automatycznie osłabi Amerykańskie mocarstwo i utoruje drogę do rosyjskiej hegemonii w świecie. Można te słowa pozostawić bez komentarza, można je wyśmiać, ale można też, pomijając cała egzotyczną formę, uznać je za prawdziwe, gdyż faktycznie to kolor skóry Obamy przesądził o takim a nie innym wyniku wyborów. To właśnie ten element zmiany (cokolwiek to znaczy), świeżości, nowego otwarcia, pewnego przewrotu i demonstracji rozmiaru cywilizacyjnego postępu, skłonił gros Amerykanów do takiego a nie innego wyboru. Dawna dyskryminacja zmieniła się w nieograniczoną afirmację czarnej rasy, a paranoja politycznej poprawności osobników ludzkich w swej ułomnej świadomości uważających się za elity wydaje się nie mieć końca. Wracając jeszcze raz do tożsamości politycznej amerykańskich ośrodków opiniotwórczo-propagandowych warto przytoczyć słowa odtwórcy głównej roli w najnowszym filmie o przygodach agenta 007, Daniela Craiga, który wyraził radość z dominacji czarnych, uznając sukcesy Baracka Obamy i Lewisa Hamiltona za znak czasu oraz wyraził nadzieję, że kolejny James Bond będzie również miał czarny kolor skóry. No cóż, filmowy M już od dawna jest kobietą, teraz czarny Bond i pewnie Q jako wrażliwy homoseksualista i Panna Moneypenny po zabiegu aborcji.
Świat przekroczył już wszelkie granice umiaru i elementarnej przyzwoitości, a anonimowe centra dowodzenia sprawujące władzę nad ludzkimi duszami odrzuciły wszelkie wartości na rzecz nieskrępowanej niczym wolności, budowy kolejnej utopijnej rzeczywistości oraz skupieniu w swoich rękach coraz większej władzy. Jak pokazuje przykład wyborów prezydenckich w USA, bezkształtnej masie oszołomionych wyborców sprzedać można wszystko, nie licząc się ze środkami wykreować na przywódcę i męża stanu osobę, która w życiu niczym tak naprawdę nie zarządzała, nie ma żadnego doświadczenia, a jest tylko propagandową wydmuszką, figurantem spłacającym długi wdzięczności. Następuje stopniowa konsolidacja władzy w jednolitym ideologicznie ośrodku o niewyobrażalnych możliwościach, zdolnym zrobić wszystko aby zrealizować swoje sny o potędze mające źródło w odległych wiekach. Pytanie tylko dlaczego z drugiej strony ideologicznej walki nie ma nikogo i niczego, co podjęłoby rękawicę w tym pojedynku o wszystko. Jeżeli wszyscy, którzy nie godzą się z perspektywą dominacji masońskich sił będą tylko się biernie przyglądać ich działaniom, to zza grobu Edmunda Burke’a odezwą się słowa: „wystarczy tylko brak przeciwdziałania, aby zło stało się naszą codzienną normą…”


Komentarze: 7 do “Kolorowa rewolucja”
Zostaw komentarz